MUZYKA PRZETRWA: Rozmowa z Giovannim Antoninim,

Rozmowa z Giovannim Antoninim, dyrektorem artystycznym Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego.

Kiedy patrzy Pan na swoje lata z Wratislavią Cantans, co przychodzi Panu do głowy?

Wiele się nauczyłem w tym czasie. Mam nadzieję, że sprostałem zadaniu dyrektora artystycznego i dobrze służę festiwalowi, choć często czuję coś w rodzaju niepewności. To wyzwanie i ogromna szansa na zgłębianie różnych tematów i wątków w muzyce. Nie miałbym prawdopodobnie takiej możliwości, gdyby nie festiwal. Zwłaszcza że Wratislavia Cantans nie koncentruje się tylko na muzyce barokowej czy wczesnoklasycznej, w czym się specjalizuję, tu ważne są wszystkie epoki.

Wratislavia zawsze ma znaczący tytuł, odnoszący się do czysto muzycznego świata (jak „Ricercar cantando”) lub związany ze społecznymi i kulturowymi kontekstami. Zatem muzyka brzmiąca na festiwalu, to muzyka, w której przegląda się rzeczywistość i historia. W zeszłym roku, roku wybuchu wojny, mieliśmy „Niebezpieczne związki”.
Zapewne dwadzieścia lat temu tytuł nie był tak istotny, jak teraz, gdy wokół pewnego tematu budujemy festiwal, tematu dodatkowo angażującego zainteresowanie publiczności. Dla mnie tytuł jest punktem wyjścia do odkrywania i tworzenia nowych, ściślejszych lub luźniejszych, powiązań. Zwykle zaczynam planowanie programu od jednego koncertu, mojego pomysłu lub czyjejś propozycji szczególnie ciekawej dla mnie. A potem pytam artystów i sam sugeruję, co mogłoby pasować do tematu. Czasem korzystam z literackich podpowiedzi (jak w przypadku Niebezpiecznych związków), zawsze jednak chodzi o to, by umysł pracował, zainspirowany. I o to, aby pobudzić, zaintrygować widzów.

Skąd zatem tytuł tegorocznej edycji, „Matka Natura”? Czy również z pragnienia nadziei, którą można nieść poprzez muzykę? Ponieważ natura jest zawsze w akcji, tworzy i odtwarza z nieuniknioną mocą.
W naszych czasach wiele myślimy i dyskutujemy o relacjach między ludzkością a naturą. To wielka sprawa. Od lat nas ostrzegano, a teraz się dziwimy huraganom, powodziom, katastrofom klimatycznym, które już dzieją się w Europie. Nikt nie powinien być zaskoczony, gdy stosunek człowieka do przyrody, do zwierząt, jest tak egoistyczny, chory. Poprzez muzykę możemy, mając świadomość ograniczeń, coś zrobić, zmienić myślenie. Spójrzmy na Symfonię pastoralną Beethovena, pojawiającą się na pierwszym koncercie festiwalu, jak w romantyczny sposób idealizuje przyrodę. Moim punktem wyjścia było tym razem oratorium Pory roku Haydna, dzieło, które zawsze chciałem przygotować, rzadko prezentowane. Nie chcę nikogo czegokolwiek uczyć przez muzykę, ale dzięki niej przypomnieć po raz kolejny, jaka jest sytuacja, nasza relacja z naturą.

Dla Haydna-kompozytora to oratorium stało się szansą muzycznego dotknięcia motywów ludowych, ale chyba jeszcze ważniejszy jest przekaz w takich utworach. Bardzo humanistyczny: tylko człowiek cnotliwy może osiągnąć stan wiecznej szczęśliwości. W czasach Haydna równie trudno było przeoczyć grzechy cywilizacji. Może nie równie, bo obecnie mamy kwestie klimatu, który niszczymy, obok dziejących się także wtedy wojen czy społecznych nierówności.
Rzeczywiście, Pory roku zostały napisane przed rewolucją przemysłową. To był inny świat, choć wtedy też istniały problemy z zanieczyszczeniem środowiska, z higieną w miastach, chorobami. W utworze Haydna mamy także wątek religijny. Przyrodę jako dar Boga i relację człowieka z Bogiem. Muzyka Haydna bywa często postępowa, ale nie zapominajmy, że był on kompozytorem XVIII wieku, częścią tamtego porządku i systemu, którym zachwiały wojny napoleońskie. Trudno nazwać Haydna rewolucjonistą. Jako kompozytor stanął przed niełatwym zadaniem, jak muzycznie wyrazić naturę, rzeki, śnieg. I chyba czuł radość na koniec, że mu się udało. Obecność człowieka też była dla niego istotna. To, jak zagubiony jest człowiek w przyrodzie, zwłaszcza w zimie, jak szuka ratunku i znajduje go w drugim człowieku, w społeczności, która łączy się po to, by móc przetrwać obiektywne trudności, warunki klimatu. Haydn pokazuje i świętuje istnienie społecznej solidarności, na poziomie imperium, w którym żył, i na poziomie rodziny. Ludzkie więzi są sposobem na przetrwanie również dzisiaj.

Czy wybrał Pan oratorium Haydna na swój tegoroczny koncert także jako swego rodzaju kontrapunkt lub przerwę w przygotowaniu kompletu nagrań jego symfonii, projektu zaplanowanego z myślą o jubileuszowym 2032 roku? Nie jest Pan choć trochę znudzony symfonicznym Haydnem?
Absolutnie nie. Mamy już ponad połowę tej podróży za nami. Nawet mniej znana symfonia ma coś w sobie. Kiedy zaczynam pracę nad konkretnym utworem, myślę czasem, że tym razem to nie będzie zbyt interesujące, by po chwili kompletnie zmienić zdanie. To niespodziewane i fascynujące. Piękno muzyki nie ujawnia się u Haydna natychmiast, to nie jest jak u Mozarta. Piękno się ukrywa, a jak wiemy to, co ukryte, może być nawet ciekawsze. Nie czuję znudzenia, zdaję sobie sprawę z wyzwań tego projektu. Wymaga on dużo energii i czasu, ale przynosi satysfakcję.

Zapytałem prowokacyjnie, lecz przyzna Pan, że „Pory roku” to dzieło zadziwiające różnorodnością.
Kiedy gramy fragmenty tego dzieła z muzykami, orientujemy się, że słyszymy nuty już romantyczne, przypomina się nam Schubert, a nawet muzyka XX wieku. Momentami mam wrażenie, jakbyśmy wykonywali kompozycje Erica Satiego, z charakterystycznym humorem i powtórzeniami. To ekscytujące odkrycie przy pracy nad Haydnem, te jego związki zarówno z muzyką tworzoną przed nim, z Vivaldim, Pergolesim, jak i zapowiedź muzyki przyszłości. To coś, co warte jest dalszych badań.

To trochę tak jak z programem całego festiwalu: mamy Beethovena i Haydna, mamy też koncert Accademia del Piacere z dawną muzyką hiszpańską, której nie znamy, podobnie jak pieśni estońskich kompozytorów z występu chóru estońskiej filharmonii. A Musica Boscareccia jako pierwszy współczesny zespół wykona „Ave Regina” Francisco Corsellego. To również istotny cel festiwalu: prezentować nieznane.
Oczywiście. Festiwal powinna cechować repertuarowa różnorodność i pojawianie się nowych artystów z nowymi pomysłami i dziełami. Wratislavia daje dużo możliwości, może nawet więcej niż normalny sezon filharmoniczny. Zauważyłem też, że we wrześniu publiczność jest bardziej otwarta na odkrycia, kontakt z czymś mniej znanym lub nieznanym. Może bardziej zrelaksowana po urokach lata?

Zabrzmią w tym roku nuty Antonia Vivaldiego, jednego z pańskich ulubionych kompozytorów, ale nie będą to „Cztery pory roku”…
Uff… [uśmiech]. W ubiegłym roku zaproponowaliśmy oratorium Rappresentatione di anima et di corpo Emilia de’ Cavalieriego z udziałem chóru chłopięcego, teraz mamy okazję, by wraz z solistkami, pod dyrekcją Enrica Onofriego, zaśpiewał także chór dziewczęcy, od niedawna działający w NFM. Pomysł polega na tym, żeby sakralną muzykę Vivaldiego, Glorię czy Magnificat, zaprezentować tak, jak zamierzył to sam kompozytor. Vivaldi był przez wiele lat nauczycielem w weneckim sierocińcu Ospedale della Pietà, gdzie prowadził chór dziewczęcy. Jego utwory wykonywały zatem dziewczęta, zastępując męskie głosy, śpiewały o oktawę wyżej. To zupełnie inne brzmienie, do którego nie jesteśmy przyzwyczajeni, lecz tego właśnie chciał Vivaldi. Jego dzieła chóralne były wykonywane i poza szkołą z normalnym zestawem głosów, my zbliżymy się do tej wersji, jaką zapewne słyszał po raz pierwszy, po napisaniu kompozycji dla sierot z Ospedale della Pietà. Wydarzy się to dzięki powstaniu we Wrocławiu nowego, znakomitego, żeńskiego chóru. To spowodowało, że pomyśleliśmy o takim koncercie, ściśle zresztą związanym programowo z ideą całego festiwalu.

Zwłaszcza że matka natura jest kobietą, w różnych porach swojego życia. A koncert zespołu Arte dei Suonatori to okazja, by zapytać o Telemanna. Dobrze zna Pan tę twórczość, z Il Giardino Armonico wydaliście album z jego utworami, grał Pan również m.in. koncert fletowy e-moll. Telemann jest najpłodniejszym kompozytorem wszech czasów, a jednocześnie dużo mniej znanym i grywanym od Bacha i innych dawnych mistrzów. Dlaczego?
Uwielbiam Telemanna. Z jednej strony potrafił pisać łatwą muzykę, dla dyletantów, z drugiej takie arcydzieła, jak Brockes-Passion (prezentowaliśmy to wyrafinowane dzieło na Wratislavii w 2017 roku w kościele Marii Magdaleny). Znajdziemy zatem u niego wszystkie typy utworów. W czasach, kiedy żyli, Bach był postrzegany bardziej jako wykonawca niż autor wspaniałej muzyki, miał problemy, a Telemann odniósł sukces, był sławny i popularny, stąd mit o powierzchowności jego dorobku. To podejście już z epoki romantyzmu, kiedy Bach zaczął być tym wielkim Bachem, Telemanna natomiast lekceważono. Niesłusznie! Nawet te łatwiejsze kompozycje Telemanna są zawsze świetnie napisane, nie wspominając o licznych arcydziełach. Niesprawiedliwą opinię na temat jego muzyki ukształtowali zatem dziewiętnastowieczni muzykolodzy, wskazując na Bacha jako na model niemieckiego geniuszu. Gdy wzrastały nastroje narodowościowe, potrzebowali figury mistrza, czując pewien kompleks w stosunku do kultury Włoch czy Francji. Telemann ucierpiał na zestawieniu z Bachem, a to niemądre porównywać ich do siebie, byli odmiennymi twórcami. Nie zapominajmy również o ich przyjaźni, Telemann został przecież ojcem chrzestnym Carla Philippa Emanuela, drugiego z synów Bacha. Ludzie mają, niestety, tendencje do powtarzania historycznych osądów, ale dziś jest czas na dojrzałe, inne, prawdziwe spojrzenie. I na więcej koncertów z muzyką Georga Philippa Telemanna, także na Wratislavii Cantans.

W programie finałowego koncertu festiwalu widzimy utwory Rebela (mniej znanego kompozytora) i Bacha (numeru jeden w niemal wszystkich kompozytorskich rankingach). Kolejne ciekawe połączenie. Wśród dzieł Bacha usłyszymy kantatę „Schleicht, spielende Wellen” (Wolno płyńcie fale), której bohaterkami są cztery europejskie rzeki, także Wisła, „śpiewająca” basem (Łaba jest tenorem, Dunaj altem, Pleissa sopranem). Wykonanie tego dzieła wydaje mi się szczególnie znaczące w czasie, gdy tyle dyskutujemy w Polsce, na Dolnym Śląsku, o dobrostanie rzek, gdy powstała inicjatywa, by przyznać Odrze osobowość prawną. Wracamy zatem do zagadnienia znaczenia muzyki w dzisiejszym świecie, jako jednego z elementów, żywiołów tego świata. Jak ważna to rola, Pana zdaniem?
Dobre pytanie. Zanim odpowiem, chcę podkreślić, że Schleicht, spielende Wellen sam Bach nazwał „dramma per musica”. To coś więcej niż kantata, właściwie opera. W kontekście, o którym Pan wspomniał, utwór ten może zabrzmieć teraz nie tylko jako metaforyczna wizja barokowego kompozytora, lecz refleksja i argument we współczesnej debacie. Pyta Pan o wagę muzyki. Na pewno przetrwała wszystkie katastrofy, wojny, systemy polityczne, ciągle spotykamy się, by tworzyć, grać i słuchać muzyki. To przetrwanie jest przesłaniem, cudem. Muzyka odgrywa rolę nawet chyba istotniejszą niż literatura. Ile osób czyta dziś choćby Goethego, a ile słucha Mozarta, Haydna, Bacha? W tym sensie muzyka ma znaczenie dla ludzi. Równocześnie trzeba pamiętać, że najlepsza muzyka jest niełatwa w odbiorze, wymaga uwagi i oddania, co bywa problemem zwłaszcza w erze zawrotnego tempa życia. Ale myślę, że jeśli muzyka przetrwała do naszych czasów, to przetrwa także i te czasy.

Rozmawiał Grzegorz Chojnowski, Radio Wrocław Kultura

Powiązane Video Wszystkie video

Rafa? Krzychowiec - Muzyka z klipu "Bitwa Warszawska 1920"
Era - Ameno
Francis Lai - Muzyka z filmu Love Story
Muzyka Piotra Lecherta | Justyna Philipp

Instrumenty i sprzęt muzyczny

PWM Kilar Wojciech - Muzyka filmowa na fortepian, z.2
PWM Kilar Wojciech - Muzyka filmowa na fortepian, z.1
AN Andrzej Henryk Bczyk ″Muzyka na gitar solo″ ksika
AN Drodowski Mirosaw ″Muzyka Dawna″ ksika na gitar solo

Kontakt


Maria Łakomik
Materiały prasowe, patronaty, treści. Filip Łakomik
Sprawy techniczne, integracje. Prześlij artykuł o muzyce
Można bezpłatnie nadsyłać dowolne materiały (tekst/grafika/video) związane z muzyką klasyczną, które Waszym zdaniem powinny znaleźć się w serwisie. Artykuły sponsorowane przyjmujemy poprzez platformę whitepress.

Partnerzy

Księgarnia Alenuty.pl
Sprzedaż nut i książek.
  • księgarnia muzyczna

Sklep Muzyczny.pl
Instrumenty muzyczne.
  • sklep muzyczny
forum muzyczne
kultura w sieci

Copyright © 2011-2024 CameralMusic.pl