1. Start
  2. Artykuły
  3. Felietony o muzyce klasycznej
  4. 46. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans - relacja cz.3
ARTYKUŁ: Felietony o muzyce klasycznej - 46. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans - relacja cz.3

46. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans - relacja cz.3

szukaj w artykułach:
Fot. Łukasz Rajchert,
MF Wratislavia Cantans

„Każdy szeregowiec ma buławę marszałkowską w plecaku i myśli, że będzie generałem. Wiedziałem od razu, co napisałem w 1976 roku i teraz też wiem”, mówił o swojej III Symfonii – „Symfonii pieśni żałosnych” w 1993 roku Henryk Mikołaj Górecki. Dziś, niespełna rok po śmierci kompozytora, podczas koncertu festiwalu Wratislavia Cantans, mamy okazję, by przypomnieć sobie jedno z najważniejszych dzieł muzycznych drugiej połowy XX wieku.

III Symfonia to utwór-legenda. Krytycy, jak to często w historii muzyki bywało, nie poznali się na nim od razu. Pisali o nudzie, zatracaniu talentu wybitnego artysty, ostentacyjnej prostocie, „socrealizmie liturgicznym”, którym kompozytor szantażuje odbiorcę. Doceniono i zrozumiano wagę tego dzieła (czy na pewno w pełni?) dopiero 20 lat później, do czego przyczynił się jego niebywały sukces komercyjny. Na początku lat 90. III Symfonia w nagraniu Dawn Upshaw i orkiestry London Sinfonietta pod dyrekcją Davida Zinmana trafiła na światowe listy przebojów, i to nie tylko muzyki poważnej.

Jacek Kaspszyk, który poprowadzi dzisiejsze wykonanie utworu, sukcesu III Symfonii dopatruje się w poetyce twórczej Góreckiego. – Jego dzieła dają możliwość refleksji, zapewniają spokój. Po wszystkich awangardowych wyczynach, po deformowaniu materii muzycznej, przyszedł czas na uspokojenie, refleksję, na opanowanie pospieszności życia. Górecki był mistrzem rozplanowania ekspresji, budowanej na pozornie powtarzającym się w nieskończoność tym samym motywie. Ilekroć dyrygowałem tym utworem, zawsze wywoływał on u ludzi to samo wrażenie: z jednej strony wielkiego skupienia i spokoju, a z drugiej – cierpnięcia skóry i doprowadzania do jakiegoś niebywałego napięcia. Piękno muzyki Góreckiego – podkreśla dyrygent – sprawia, że można zanurzyć się w jakiejś nieskończonej przestrzeni, co przynosi poczucie wewnętrznego ukojenia.

Nastrojowy kontekst dla III Symfonii Góreckiego stworzą w Katedrze Polskokatolickiej św. Marii Magdaleny (g. 19) utwory Józefa Świdra, Pawła Łukaszewskiego, Marka Jasińskiego i Witolda Lutosławskiego. Wśród wykonawców: śpiewaczka Ewa Vesin, która przed kilku laty debiutowała na scenie Opery Wrocławskiej, wybitny holenderski wiolonczelista Pieter Wispelwey oraz Chór i Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Wrocławskiej pod dyrekcją Jacka Kapszyka.

Ciekawym zwieńczeniem wieczoru będzie następny koncert (g. 21.30) – jeden z serii solowych recitali instrumentalnych tegorocznej Wratislavii. Wnętrze Kolegiaty Świętego Krzyża znów wypełni dźwięk skrzypiec. Henning Kraggerud, norweski instrumentalista, wschodząca gwiazda europejskiej wiolinistyki, wykona program niezwykły, będący swego rodzaju kontynuacją barokowej polifonii skrzypcowej, którą wczoraj grała Rachel Podger.

Yehudi Menuhin powiedział podobno kiedyś, że Sonaty i partity na skrzypce solo Bacha to Stary Testament muzyki skrzypcowej, zaś Kaprysy Paganiniego to Testament Nowy. Jak w takim razie nazwać Sześć sonat na skrzypce solo op. 27 ucznia Henryka Wieniawskiego, Eugène’a Ysaÿe’a? Może po prostu „katechizmem współczesnego skrzypka”?

Katechizm ten powstał na początku lat 20. XX wieku, a muzyka, która go wypełnia, jest wyrafinowanym, bardzo indywidualnym igraniem ze skrzypcową i nie tylko skrzypcową tradycją. To osobny, niepodobny do żadnego innego świat muzyki skrzypcowej, który – w czasach, gdy działali jeszcze postromantyczni wirtuozi na czele z Fritzem Kreislerem – stworzył belgijski twórca. Każda z Sonat zadedykowana została jednemu z wielkich skrzypków tamtych czasów, i każda – bezpośrednio lub tylko aluzyjnie – nawiązuje do stylu gry wybranego artysty. Odnaleźć w nich można cytaty z muzyki Bacha, echa dzieł Enescu, temat średniowiecznej sekwencji Dies irae, nawiązania do wiedeńskiego fin de siècle’u i skrzypcowych miniatur Kreislera, wreszcie stylizacje przywodzące na myśl obrazy dawnych mistrzów holenderskiego malarstwa.

Najpopularniejsza, jednoczęściowa i najczęściej grywana na koncertach jest Sonata d-moll „Ballada”. Skrzypkowie często wykonują ją na bis. Jednak mało kto słyszał na żywo cały cykl tych fascynujących, „postmodernistycznych” utworów Ysaÿe’a, bo też niewielu muzyków ma go w repertuarze. Dzisiejszej okazji nie powinniśmy więc przegapić.

Autor: pm

Więcej informacji na: www.wratislaviacantans.pl

 

 







© CameralMusic 2011 by programista | design: studiobaklazan.pl