1. Start
  2. Artykuły
  3. Wywiady
  4. Wywiad z tenorem Remigiuszem Kuźmińskim - absolwentem Akademii Muzycznej w Bydgoszczy
Portal Muzyczny.pl
ARTYKUŁ: Wywiady - Wywiad z tenorem Remigiuszem Kuźmińskim - absolwentem Akademii Muzycznej w Bydgoszczy

Wywiad z tenorem Remigiuszem Kuźmińskim - absolwentem Akademii Muzycznej w Bydgoszczy

szukaj w artykułach:
Remigiusz Kuźmiński
Fot. A.S.

Artysta śpiewa już 30 lat, ale dopiero 10 lat zajmuje się muzyką zawodowo. W tym roku obchodzi swój jubileusz artystyczny. Do tej pory wydał dwie płyty solowe, a w przyszłym roku ukaże się trzecia. Czynnie koncertuje, a jego nagrania płytowe i działania artystyczne można posłuchać na oficjalnej stronie www.remigiuszkuzminski.pl. Zapraszamy do przeczytania rozmowy.

1. Jest Pan muzykiem posiadającym dyplom wyższej uczelni muzycznej. Jak wyglądał przebieg Pana edukacji muzycznej?

Tak, to prawda. Posiadam wyższe wykształcenie muzyczne z tytułem magistra sztuki, dyplomowanego wokalisty i dyrygenta, oraz pełne kwalifikacje pedagogiczne. Dokładnie dziesięć lat temu obroniłem pracę magisterską i recital dyplomowy w Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy. Studiowałem na pięcioletnich jednolitych dziennych studiach magisterskich w klasie wokalistyki i w klasie dyrygentury pod okiem wybitnych polskich profesorów. Kształciłem technikę wokalną i dyrygencką w zakresie jazzu, muzyki estradowej i muzyki klasycznej.

2. Pana profesorowie to zapewne znakomite i uznane nazwiska. Może Pan podać przykłady?

Wokalistykę studiowałem w klasie prof. Joanny Żółkoś - Zagdańskiej i prof. Krzysztofa Szydzisza, natomiast dyrygenturę w klasie prof. Moniki Wilkiewicz, prof. Radosława Wilkiewicza i prof. Andrzeja Zubka. Byli to świetni pedagodzy i uznani artyści z ogromnym doświadczeniem i sukcesami. Na przykład prof. Joanna Zagdańska - Żółkoś to znakomita polska wokalistka jazzowa, będąca absolwentką Akademii Muzycznej w Katowicach. W latach 70 i 80 wylansowała w Opolu rewelacyjną, mistrzowską kompozycję „Rękawiczki”, którą skomponował jej mąż prof. Andrzej Żółkoś, który był także moim wykładowcą od aranżacji. Studiując na elitarnych kierunkach artystycznych zazwyczaj spotykamy znakomitą kadrę pedagogiczną oraz światowego formatu osobistości... i właśnie ja miałem tę przyjemność.

3. Studia artystyczne są z pewnością elitarne i bardzo trudno jest się na nie dostać. A czy Panu się udało za pierwszym podejściem?

Złożyłem dokumentację jednocześnie do trzech uczelni muzycznych w Polsce. Startowałem do Akademii Muzycznej w Poznaniu, Gdańsku i Bydgoszczy. Dostałem się tylko do Bydgoszczy i to za drugim razem z tzw. naboru uzupełniającego (wrześniowego). Na moim roku było nas 16 osób z różnych zakątków kraju. Każdy z nas specjalizował się pod kątem danego instrumentu, który był zazwyczaj kontynuacją edukacji ze szkoły średniej muzycznej. Na moim roku byli nie tylko wokaliści i dyrygenci, ale również trębacze, skrzypaczki, pianiści, saksofoniści, organiści i perkusiści.

4. Czy są to studia ciężkie i wymagające wielu wyrzeczeń?

Zdecydowanie tak. Moje studia wymagały ogromnej dyscypliny i wielu poświęceń. Tutaj żeby być na prawdę dobrym i mieć świetne wyniki bardzo ważne są codzienne kilkugodzinne regularne ćwiczenia z instrumentu głównego. Studiując na Akademii Muzycznej w Bydgoszczy doświadczyłem wielu nieprzespanych nocy, kolokwiów, zaliczeń i sesji egzaminacyjnych z ogromnej ilości przedmiotów. Od rana do późnego wieczora zajęcia na uczelni, wykłady zbiorowe, indywidualne, a poza zajęciami koncerty i próby obowiązkowe na przykład w filharmonii. Zazwyczaj po całym dniu ciężkich zajęć, cała uczelnia spotykała się wieczorami w auli lub sali koncertowej, na tzw. ogólnouczelnianym chórze i orkiestrze akademickiej. Kończyliśmy zajęcia nawet ok. 22.00. W ciągu dnia mieliśmy kilka wolnych okienek, gdzie można było zamknąć się w sali ćwiczeniowej i trenować, albo uczyć się do kolokwiów, czy po prostu zjeść obiad.

5. Czego dokładnie Was uczono? Może przybliży Pan jakie były to przedmioty.

Uczyliśmy się, zdawaliśmy egzaminy i uczęszczaliśmy na systematyczne zajęcia i wykłady z ogromnej ilości przedmiotów, takich jak: śpiew solowy klasyczny, śpiew solowy jazzowy, emisja głosu indywidualna, emisja głosu zbiorowa, metodyka śpiewu, improwizacja, interpretacja, aktorstwo, ruch sceniczny, mowa zawodowa z dykcją, anatomia i fizjologia aparatu głosowego, instrumentoznawstwo, metodyka nauczania śpiewu i prowadzenia zespołów wokalnych, metodyka prowadzenia zespołów instrumentalnych, dyrygowanie klasyczne chóralne i orkiestrowe, dyrygowanie jazzowe, fortepian, czytanie partytur, historia muzyki, historia stylów muzycznych, historia jazzu i muzyki rozrywkowej, specjalistyczna literatura muzyki klasycznej, literatura muzyki jazzowej, techniki wokalne, techniki nagrań, techniki kompozytorskie, aranżacja, instrumentacja, harmonia klasyczna, współczesna i jazzowa, kształcenie słuchu, kontrapunkt, propedeutyka kompozycji, analiza harmoniczna, analiza dzieła muzycznego, zarys etnomuzykologii, integracja sztuk, chorał gregoriański, psychologia, pedagogika, informatyka, historia filozofii, historia sztuki, estetyka, lektorat z języka obcego, język łaciński, ekspresja muzyczna ruchowa, metodyka i teoria edukacji muzycznej, instrumenty szkolne, metodyka audycji muzycznych, sztuki plastyczne, prelekcja krytyki muzycznej, promocja i marketing dóbr kultury, komunikacja społeczna i organizacja imprez, zespoły wokalne, zespoły instrumentalne, chóry, orkiestry, praktyki wokalne, praktyki dyrygenckie, praktyki pedagogiczne, praktyki audycji muzycznych, proseminarium i seminarium pracy magisterskiej, wykład zmienny, próby, koncerty i wiele, wiele innych...

6. No to faktycznie sporo tego było. A czy Mieszkał Pan w akademiku?

Nie, do akademika chodziłem tylko na imprezy (śmiech). Mieszkałem na stancji. Wynajmowałem mieszkanie studenckie ze znajomymi z uczelni.

7. A jak bawią się i spędzają wolny czas studenci Akademii Muzycznej?

Oooo bardzo ciekawie i różnorodnie (śmiech), ale grzecznie i z rozsądkiem (śmiech). Po skończonej sesji egzaminacyjnej, po udanych koncertach akademickich czy wydziałowych, zbierała się świetna ekipa w akademiku i całe korytarze, schody były nasze (śmiech)... ale bywało czasami i tak, że w jednym czasie naraz w akademiku były ze cztery imprezy. Na każdym piętrze inna ekipa studentów. Na stancji też imprezowaliśmy, ale w kameralnym gronie.

8. Czy czasy studenckie wspomina Pan miło? Co szczególnie Panu utkwiło w pamięci?

Ojej, baaaardzo miło! To był dla mnie zdecydowanie najważniejszy i najciekawszy jak dotąd czas w życiu. Studia to niezła szkoła życia, samodzielności, a czasem nawet i przetrwania. Gdy myślę o moich studiach to się wzruszam. Wydarzyło się tyle wspaniałych rzeczy, że tego nie sposób zliczyć. Takich chwil się nie zapomina. Nie ukrywam, były też smutki i porażki, ale gdy się je pokonało to bardzo mnie to umacniało. Trzeba było nauczyć się gospodarować pieniążkami, które rodzice dosyłali a nie zawsze mogli. Miałem to szczęście, że kilkukrotnie załapałem się na stypendium naukowe i było mi w ten sposób trochę lżej.

9. W związku z tym, że w tym roku mija Panu dokładnie dziesięć lat od ukończenia studiów muzycznych, to chyba obchodzi Pan mały jubileusz, prawda?

Tak, dokładnie. Co prawda, śpiewam na scenie od szóstego roku życia, czyli dokładnie od momentu kiedy zadebiutowałem... i jest to już jakby nie patrząc ciągłość trzydziestu lat zmagania się z muzyką i ze sceną... ale dopiero dziesięć lat zajmuję się pracą estradową zawodowo, jako muzyk dyplomowany. W październiku w moich rodzinnych stronach, a dokładnie w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Barcin, miał miejsce mój Benefis Jubileuszowy. Z tej okazji odbył się uroczysty koncert z udziałem gości scenicznych i gości zasiadających na widowni.

10. Ma Pan bardzo duże doświadczenie sceniczne. A czy nie zastanawiał się Pan, aby urozmaicić go udziałem w jakimś programie muzycznym typu talent-show?

Nie, nie chciałbym. Dziś już nie przejawiam takich chęci. W średniej szkole muzycznej startowałem w castingach do tego typu programów, ale jak już się studiuje muzykę, to takie rzeczy odchodzą na drugi plan. Bynajmniej jak tak miałem. Tam jest potrzebne show i ludzie kolorowi, ekscentryczni, zabawni, przebojowi... a ja jestem szary, nie podążający za modą i rozgłosem zwykły artysta, które ma zupełnie inne priorytety artystyczne. Nie chcę być znanym piosenkarzem na cały kraj czy świat, nie chcę śpiewać tanecznych piosenek dla setek tysięcy ludzi na stadionach, a już tym bardziej nie chcę być celebrytą. Nigdy nie wykonywałem muzyki na tzw. „podnóżkę do potupania”. Śpiewam i tworzę muzykę niekomercyjną zgodną z zasadami świata akademickiego, która nadaje się tylko i wyłącznie do słuchania. Wystarczy mi moja niszowa i skromna publiczność, która bardzo elitarnie przybywa na moje koncerty. W moich kompozycjach nie ma krótkich zwrotek i łatwych do zapamiętania refrenów. To zdecydowanie nie moja bajka. Ludzie poprzez dźwięki, które wydobywam z siebie doceniają moją technikę, zaglądają w cząstkę mojej duszy, wzruszają się, oklaskują na stojąco, a po koncercie podchodzą do garderoby i ściskając mi dłoń pytają o płyty. I to jest właśnie ten mój prawdziwy, zgodny ze mną niszowy świat artystyczny. To mi w zupełności wystarczy. Nie wiem, może to jest też tak, że po tylu latach edukacji muzycznej - średniej i wyższej, zdaję sobie sprawę z tego, że mam na tyle dużą wiedzę praktyczną, teoretyczną i metodyczną... i wiem, że w tego typu programach ocena jurora musi być wygłoszona językiem potocznym, pod publikę i musi być zrozumiała dla każdego widza... że chyba ta świadomość tego co wiem, umiem i posiadam, bardzo mnie hamuje przed telewizyjnym show. Myślę, że wielu wokalistów z wykształcenia myśli podobnie.

11. A czy średnią szkołę muzyczną wspomina Pan równie miło jak studia?

Też bardzo miło i owocnie. To był dobry czas, świetni pedagodzy, fajnie ludzie. Uczyłem się w klasie wokalistyki prof. Janusza Ratajczaka i prof. Małgorzaty Ratajczak - solistów bydgoskiej opery. Dzięki nim zostałem wprowadzony w tajniki sztuki wokalnej. Dzięki nim pokochałem operę i spojrzałem na struny głosowe w sposób wirtuozowski. Otworzyli mi szeroko oczy i duszę na sztukę wokalną. Szybko zacząłem dostrzegać efekty szkolenia głosu. W szkole średniej szybko podjąłem decyzję, że będę chciał wokalistykę również studiować. No i potem, gdy przyszły studia nastąpiła kontynuacja szkolenia głosu i dalszy rozwój muzyczny, ze znacznie większą ilością pracy i pozyskanej solidnej wiedzy.

12. Wiemy już, że nie wykonuje Pan muzyki komercyjnej, a jaki jest ulubiony Pana gatunek muzyczny?

Musical, gospel, operetka, pop-opera, soul, jazz, muzyka literacka, aktorska i filmowa. To są gatunki, które wykonuję w swojej pracy estradowej. Gdy nie śpiewam, w wolnych chwilach takiej samej muzyki słucham.

13. Co Pan sądzi o dzisiejszym świecie, o rzeczywistości zarówno tej artystycznej, jak i powszedniej?

Hmmm... Świat jest na pewno piękny, ale też brudny. A już na pewno ten wirtualny. Sami go brudzimy. Za bardzo się śpieszymy i nie zauważamy tych najistotniejszych rzeczy. Bardzo dużo zazdrościmy, nienawidzimy, a za mało współczujemy i poświęcamy czasu sobie i bliskim. Ludzie to bardzo ciekawy, ale zarazem ciężki i specyficzny gatunek żyjący. Powinniśmy podchodzić do siebie z życzliwością, otwartością, zrozumieniem i uśmiechem, a jest często odwrotnie. A w komercyjnym świecie artystycznym jest wyścig. Zawsze był.

14. Co daje Panu muzyka i praca artystyczna?

Bardzo dużo. Muzyka to nie tylko mój zawód wyuczony i wykonywany. To coś więcej. To misja, powołanie i przeznaczenie. W dźwiękach muzyki odnajduję ukojenie i odskocznię od trudności tego świata. Przy narodzinach dostałem prezent od Boga w postaci talentu i chcę go jak najlepiej wykorzystać. Zostałem przez Pana Boga wyróżniony, bo nie każdy może stanąć publicznie na scenie. Sztuka muzyczna to moja najwierniejsza przyjaciółka. Gdy wychodzę na scenę i śpiewam to odpływam. Stres jest ten mobilizujący tylko za kulisami, a gdy stawiam na scenie pierwszą nutę, jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Daję ludziom to co najlepiej w życiu potrafię. Dzielę się z nimi swoimi radościami i smutkami. Po koncercie zmęczony, ale usatysfakcjonowany wracam do domu i odpoczywam. Muzyka jest we mnie i ja jestem w muzyce.

15. Czy jest w życiu coś czego Pan wyjątkowo żałuje i wolałby o tym zapomnieć?

Kiedyś byłem bardzo naiwny. Nie potrafiłem wyczuwać złych intencji u ludzi. Byłem bardzo ufny i podatny na manipulację. Czasem dochodziło do takich momentów, że dla świętego spokoju przyznawałem komuś rację choć byłem stuprocentowo pewny, że ten ktoś tej racji nie ma. Coś na zasadzie „dobra mina do złej gry”. Przyszedł w moim życiu taki moment, że powiedziałem „stop”. Ale do tego musiałem bardzo długo i powoli dojrzewać. Zająłem się solidną pracą nad swoją asertywnością. Cały czas ją doskonale, ale dziś jest mi już dużo łatwiej mówić rzeczy w taki sposób, aby kogoś nie urazić a jednocześnie przy tym nie urażając samego siebie. Znałem swego czasu ludzi, którym oddałem całego siebie i całe swoje życie. Była bardzo cienka granica między zdrową przyjaźnią, a przywłaszczeniem sobie człowieka jakby na własność. Ta granica została zachwiana. Nie było już odwrotu i należało wtedy odsunąć się na bok. Uzależnienie od znajomych jest czymś okropnym. Zastosowałem selekcję znajomości i środowiska, w którym przebywałem. Wiem, że wyszło mi to na dobre i jestem z tego bardzo dumny. Asertywność i zdrowy egoizm bardzo mi w tym pomógł. Dzisiaj oddycham pełną piersią i nie przebywam w skażonym środowisku. Robię to co kocham i czuję się z tym rewelacyjnie. Więc uważam, że był to czas w moim życiu, o którym dziś już nie wspominam.

16. Jakie koncerty i wydarzenia z nimi związane szczególnie utkwiły Panu w pamięci?

Każdy koncert to dla mnie uczta duchowa. Bardzo solidnie przygotowuję się do każdego koncertu i staram się wykonywać je na jak najwyższym poziomie. Wiele koncertów bardzo miło wspominam. Każdy z nich niesie za sobą coś pięknego, nowego, innego i oryginalnego. Pamiętam koncert w Krakowie w przytulnej piwnicy artystycznej, gdzie publiczność była bardzo blisko sceny i widziałem jak ludzie ze wzruszenia po prostu płaczą. W pewnym momencie ja także się wzruszyłem. Podczas jednego z ostatnich koncertów pękł mi pasek od spodni. Na szczęście ruchem scenicznym zakamuflowałem wpadkę i dotrwałem do końca koncertu (śmiech). Miło wspominam koncert w Grudziądzu, Malborku, a także w Kartuzach. Niezwykłe i bardzo emocjonalne są dla mnie koncerty w moich rodzinnych stronach, a mianowicie na Pałukach i Gminie Barcin. Do końca życia nie zapomnę jak podczas koncertu w Bazylice w Trzemesznie tuż po wyjściu przed widownię wspólnie z moją przyjaciółką sopranistką, żeśmy się poślizgnęli o element dekoracji i wspólnie upadliśmy na posadzkę. Najpierw upadła koleżanka, a ja chcąc ją złapać upadłem bezpośrednio na nią. Zapadła wielka konsternacja, ludzie byli zszokowani i spanikowani, a my jeszcze bardziej. Dzięki Bogu nic nam się stało. Wstaliśmy i żartobliwie przywitaliśmy się z publicznością, a ona powitała nas ogromnymi oklaskami.

17. Jakim człowiekiem jest Pan prywatnie?

Jestem kochającym lata 90-te tradycjonalistą z konserwatywnym spojrzeniem na życie. Jestem domatorem i z własnego wyboru prowadzę samotniczy tryb życia. Gdy tęsknię za rozmową z ludźmi, dzwonię do moich dobrych znajomych, lub spotykam się z nimi na kawie. Uwielbiam czytać książki psychologiczne, gotować i oglądać dobre produkcje telewizyjne. Bardzo dużo słucham radia z muzyką klasyczną. W wolnych chwilach od koncertów cały czas trenuję swój głos, komponuję i piszę teksty. Bardzo cenię sobie spokój wewnętrzny, ale jeśli ktoś mi go zakłóci to potrafię być nerwusem, wybuchowym cholerykiem i przysłowiowo „Nie dam sobie w kaszę dmuchać”. Doskonalę swoją asertywność, stanowczość i odbiegam od toksycznych środowisk. Życie nauczyło mnie uważnie dobierać i selekcjonować znajomości. Dziś stawiam na jakość przyjaciół, a nie na ich ilość. Wiem gdzie, kiedy i przy kim zastosować odpowiednią dozę zdrowego dystansu. Jestem czujny i uważam na to komu ufam. Omijam także niewygodne i stresujące momenty. Uwielbiam długie jesienne wieczory z dobrą herbatą, kawą, książką i muzyką, Jestem smakoszem słodkich przyjemności, a zwłaszcza kruchych wypieków mojej mamy. Nie przepadam za mięsem, ale za to kocham potrawy mączne. Odpycha mnie zapach nikotyny, oraz smak i woń alkoholu. Wiem i zdaję sobie sprawę, że dalece w swoim myśleniu i postrzeganiu świata odbiegam od tych pośród których żyję, a samotność ducha jest niezbędnym towarzyszem mojej artystycznej wędrówki. Jestem szczęśliwy i zawodowo spełniony. Marzę tylko o dobrym zdrowiu, o każdym dniu wśród moich bliskich i o wielu dalszych latach owocnie spędzonych na scenie.

Tego Panu z całego serca życzymy. Dziękuję za rozmowę.



kategoria: Wywiady




© CameralMusic 2011 by programista | design: studiobaklazan.pl