1. Start
  2. Artykuły
  3. Wywiady
  4. Otworzyć drzwi do serc
ARTYKUŁ: Wywiady - Otworzyć drzwi do serc

Otworzyć drzwi do serc

szukaj w artykułach:

Jest jednym z najwybitniejszych reżyserów operowych na świecie, a efekty jego pracy można podziwiać w nowojorskie Metropolitan Opera, mediolańskiej La Scali, Teatro Lirico w Caliari i Arena di Verona. Jurij Aleksandrow, założyciel i szef Opery Kameralnej w Sankt-Petersuburgu, reżyser, który ma na koncie ponad 200 premier, zrealizował w Warszawskiej Operze Kameralnej „Uprowadzenia z seraju” Wolfganga Amadeusza Mozarta. Spektakl miał swoją premierę 20 kwietnia, teraz wrócił na scenę w ramach 28. Festiwalu Mozartowskiego a jesienią zostanie wystawiony przez warszawski zespół w St. Petersburgu.

Kiedy Aleksandrow w grudniu, gościnnie występował w WOK ze swoimi petersburskimi kameralistami pokazując „Gwałt na Lukrecji” Benjamina Brittena, po spektaklu, wprost ze sceny powiedział do publiczności znamienne słowa: „Niech sztuka, muzyka łączy, naprawiajmy to co psują politycy.”. Słowa zdają się nigdy nie tracić na aktualności.

„Uprowadzenie z seraju” ukazuje wspólne wartości dla kultury europejskiej i Islamu, ale jednocześnie wręcz przerysowując, wchodzi w sferę tego, co nas dzieli. To przesłanie jest niezwykle aktualne w naszych czasach.

Jurij Aleksandrow: Jest jeden Bóg, ale religie i narodowości różne. Mozart w swoim czasie napisał „Marsz turecki” a w samej operze, którą przygotowujemy, wszystkie te kwestie ujął w sposób humorystyczny. On się nie pokusił na pisanie w oparciu o muzykę oryginalną, narodową, ale to ma głębszy sens. Główny bohater turecki ma europejskie wykształcenie. Personifikacja despoty, scenicznie ma tu wymiar komiczny, stąd dla mnie problemem tej historii jest jej finał. Niby komiczna opera, pozytywny finał, ale to jest mało wiarygodne. Ot, przyjechali, odjechali. Musiałem ten naciągany scenariusz uzupełnić, znalazłem klucz poprzez wprowadzenie postaci dyplomaty, który prowadzi historię do szczęśliwego finału. Relacje wschodu i zachodu muszą prowadzić rozumni ludzie. Dzisiaj brak takich osób, łagodzących te różnice. U Mozarta wygrywa rozsądek. Nie zdradzam innych rzeczy. Teatr to magia.

Widać, że wychodzi pan z rosyjskiej szkoły. W waszych operach happy endów jest niewiele.

Bo taka jest nasza niewesoła historia. Nasza muzyka jest dramatyczna, nie było z czego się śmiać więc nie ma co szukać oper komediowych w naszej muzyce.

Mozart napisał operę modną o Oriencie, to fascynowało wówczas Europejczyków.

I to poszło dalej. W Rosji zafascynował się Musorgski, Rimski-Korsakow, zakochaliśmy się w „Baśniach tysiąca i jednej nocy”. Była kurtyna, przez którą nie widzieliśmy co to jest kultura Wschodu. I ona opadła.

Stosunki z Rosją potrzebują teraz ambasadorów działających na wszelkie sposoby choćby przez kulturę. Czas jest trudny, żyjemy w ciekawych czasach.

A to jest główny cel mojego życia. Zbieranie rozsypanych kamieni i łączenie. Polityka to brudna rzecz. Moją polityką jest muzyka, walczę, ale polem walki scena. Jeżeli jest jakakolwiek minimalna możliwość nawiązania relacji poprzez sztukę, to ja zawsze jestem gotów. Po 11 września 2001 roku z moim teatrem jako pierwsi z Rosji występowaliśmy w USA. Przez miesiąc wystawialiśmy „Borysa Godunowa”, „Eugeniusza Oniegina” i operowe gale. Publiczność reagowała wspaniale. Zawsze były hymny, Amerykanie śpiewali nasz hymn my amerykański. A nasz hymn miał jeszcze stary tekst z sojuzem (śmiech). To był miesiąc szczęścia łączenia ludzi 25-cioma spektaklami. Dzisiaj martwię się, że znowu nas tak skłócono. Zawsze pojadę gasić żar niezgody. W Polsce czuję się znakomicie twórczo, bo tu jest wspaniałą publiczność. Intelektualna. Na nasze spektakl z Brittenem w grudniu przyszli ludzie „na sztukę” a nie na politykę. Tacy jak w St. Petersburgu. Teraz pracuje u was z młodymi ludźmi, z ogniem w oku, to wybitni muzycy - śpiewacy, z czasem staną się wielkimi artystami. Mają w sobie głód wiedzy a to jest najważniejsze. Żadne premie, luksusowe hotele nie dadzą nic, jeśli nie ma tego głodu ciekawości. Takich ludzi przyciągałem w St. Petersburgu, ciekawych pracy a nie wysokich honorariów. Zresztą takich nie mogłem kiedyś zagwarantować. Soliści, z którymi pracuję teraz w Warszawie mają ten głód.

Pan wg teatralnej metody Stanisławskiego wchodzi w głąb postaci.

Ja się nimi staję, to mi zawsze mówią, i ja chcę aby mi artyści też nimi się stawali. To ekspresja, sceniczna prawda. Tylko w ten sposób widzowie otworzą swoje serca.

Czyli rozmawiajmy przez sztukę?

Łączmy, szukajmy piękna, które nas wzmocni, budujmy a nie niszczmy. Zapraszam na spektakle.



kategoria: Wywiady




© CameralMusic 2011 by programista | design: studiobaklazan.pl