1. Start
  2. Artykuły
  3. Wywiady
  4. Wywiad z Leo Vilheną
ARTYKUŁ: Wywiady - Wywiad z Leo Vilheną

Wywiad z Leo Vilheną

szukaj w artykułach:
O muzyce, pasji i radości opowiedział nam Leo Vilhena, jednym z wykładowców Letniego Kursu Gitary Krzyżowa 2014.

1. W Pana biografii można wyczytać, że skończył Pan Konserwatorium w Rio. Niewiele jednak wiemy o Pana dzieciństwie. Skąd wzięła się u Pana chęć studiowania muzyki? Czy ktoś z Pańskiej rodziny był muzykiem? Czy może muzyka to nieodłączna część brazylijskiej kultury?

LV: Chęć przyszła kiedy miałam 12 lat, zdawałem wtedy mój pierwszy egzamin z muzyki w szkole I dostałem bardzo złą ocenę. Wtedy niespodziewanie podeszła do mnie moja mama i powiedziała, że nauczy mnie muzyki. Nawet nie wiedziałem, że coś na ten temat wiedziała. Grała na fortepianie i w kilka miesięcy zacząłem grać lepiej niż ona. Później zobaczyłem jak wujek gra „Modinhę” na gitarze akustycznej i zdecydowałem, że też się jej nauczę. Prawdą jest, że w Brazylii muzyka jest wszędzie, nie koniecznie samba, nie możesz tak naprawdę od niej uciec. Jeszcze przed graniem tańczyłem samba-reggae z Bahii. Wartościowe jest powiedzenie, że muzyka pochodzi od ludzi, nie ze szkół, jeśli naprawdę chcesz nauczyć się brazylijskiej muzyki musisz tam pojechać i zacząć grać na ulicy, placach, parkach, barach. Dorastałem Copacabanie i chociaż zabrzmi to szalenie to nie jest miejsce, gdzie sambę można usłyszeć wszędzie, a moja rodzina pochodzi z różnych części Brazylii, więc żyłem w tej „zupie” wszystkich możliwych stylów na raz. Mój dziadek słuchał muzyki klasycznej i samby, moi znajomi rocka, moi sąsiedzi funk, a moi rodzice MPB (popularnej muzyki brazylijskiej). W karnawale samba grana jest w telewizji, a orkiestry marszowe grają na ulicy. Przeszedłem przez wiele, wiele stylów przed tym jak uznałem sambę za mój ulubiony, to było więcej niż akceptacja, nie mogłem przed tym uciec.

2. Gra Pan na wielu instrumentach strunowych, również na perkusyjnych. Czy któryś z instrumentów jest Panu najbliższy i dlaczego?

LV: Moje serce jest podzielone, nie potrafię dokonać wyboru. Myślę, że to jak proces uczenia się, odkrywania i zabawy. Kiedy odkryłem, że dobrze mi idzie nauka postanowiłem nauczyć się gry na jak największej ilości instrumentów i pracować nad tym, by znaleźć najlepszy sposób uczenia się oraz nauczania innych. Jeśli jednak naprawdę muszę dokonać wyboru to postawiłbym na małe instrumenty strunowe jak mandolina i ukulele. Mogę je zabrać ze sobą wszędzie i grać. W perkusji najbardziej podoba mi się jej energia oraz fizyczna siła, której używam do gry, sprawia że eksploduję z wrażenia. Ale zdradzę Wam mój sekret, pasjonuje mnie saksofon, nigdy nie próbowałem się uczyć na nim grać, może powinienem!

3. Swoją pracę dyplomową poświęcił Pan muzyce Choro. Znakomity brazylijski kompozytor Heitor Villa-Lobos zainspirowany tą muzyką na jej podstawie stworzył cykl Choros, jeden z jego ważniejszych zbiorów. Czy mógłby Pan nam przybliżyć czym charakteryzuje się ten rodzaj muzyki?

LV: To bardzo skomplikowany temat, a podczas dyskusji mogłaby się polać krew (mam nadzieję nie moja!). Choro to więcej niż sposób gry, a w jego ramach istnieje wiele stylów jak samba, maxixe, baião, walc, polka itp. Villa-Lobos zawsze chciał przelać na papier duszę brazylijskiej muzyki I na pewno udało mu się dotknąć serc, ale ominął resztę ciała, w szczególności taniec stóp. Ja nie wynosiłbym go na „ołtarze” muzyki Choro, raczej wybrałbym kompozytora Pixinguinhę, to on uporządkował cały styl, napisał wiele standardów i jeśli chcecie wejść w świat Choro to jego należałoby szukać.
Choro to piękne melodie, które zawsze powinny być grane według własnej interpretacji i zazwyczaj w grupie lub „roda de choro”, posiada zazwyczaj 3 części A-B-A-C-A, a typowymi instrumentami są siedmiostrunowe klasyczne gitary, sześciostrunowe klasyczne gitary, cavaquinho (brazylijskie ukulele), mandolina, flet i pandeiro (tamburyn z membraną), może być śpiewane, jednak zazwyczaj jest instrumentalne. To techniczna strona Choro. Dobrą stroną tej muzyki jest fakt, że każdy może znaleźć swój własny instrument oraz sposób grania, aby móc dołączyć do „orkiestry:. Jeśli gra się na akordeonie można dołączyć, skrzypce są również mile widziane, wszystkie instrumenty! Tu chodzi o więź i grę w zespole, dzielenie się swoją wizją, posiadanie własnej interpretacji oraz wolna improwizacja w swoim własnym świecie. Nieważne, że dopiero się uczyć, jesteś profesjonalnym muzykiem, dla każdego znajdzie się miejsce.

4. Obecnie pracuje Pan w Polsce. Jak to się stało, że znalazł się Pan tutaj?

LV: Nie chcę być niegrzeczny, ale było to kompletne nieporozumienie z wielkim happy endem. Zrezygnowałem z pracy i zdecydowałem wyjechać w roczną podróż poza Brazylię, a do Polski trafiłem przez przypadek. Istnieje tu wielka potrzeba brazylijskiej muzyki, o której nie miałem pojęcia i cieszę się, że poznałem Mikołaja Wieleckiego, ponieważ odkąd zaczęliśmy razem pracować cały ten ruch rośnie na sile, tak po prostu miało być. Na dodatek poznałem tutaj moją żonę, która daje mi wsparcie jakie potrzebuję, jestem szczęściarzem. Na początku było ciężko, starałem się zachęcić ludzie do gry Choro, ale prawda jest taka, że ta muzyka nie zapłaci za rachunki nawet w Brazylii. Nawet bossa nova nie pomogła mi. Samba okazała się moim zbawieniem, ludzie chcą tego typu energii, chcą tańczyć, a nie tylko siedzieć i słuchać muzyki „do kotleta”. Wasza wizja muzyki brazylijskiej to bawiący się ludzie przy jakimś „tańczącym” gorącym rytmie i to jest właśnie to doświadczenie, które staram się przekazać, radość z muzyki. Była również potrzeba śpiewu oraz gry na instrumencie, a ja nigdy jakoś nie wyobrażałem siebie jako piosenkarza, zawsze byłem instrumentalistą w zespole, więc zdecydowałem się podjąć wyzwanie. Kto może lepiej śpiewać i bujać się lepiej niż Brazylijczyk w swoim własnym języku i przy swojej własnej muzyce. Dobre jest to, że te piosenki są stworzone dla wszystkich, aby je śpiewać. Odkryłem, że wiele osób chciało się ich nauczyć i śpiewać po portugalsku!

5. Pracuje Pan jako nauczyciel w szkole samby Ritmo Bloco w Warszawie. Czy samba cieszy się dużym zainteresowaniem w Polsce? Z jakich powodów Warszawiacy zapisują się na lekcje samby?

LV: Samba wciąż owiana jest tajemnicą, nikt naprawdę nie wie o co w niej chodzi, a ludzie często mylą ją z muzyką kubańską oraz innymi stylami. Istnieją ludzie, których samba interesuje, ale wielu z nich nie wie czym tak naprawdę ona jest. Jedni lubią sambę z północnowschodniej Brazylii, inni z południowowschodniej, nie mógłbym nawet sklasyfikować wszystkich stylów, ale istnieją między nimi ogromne różnice! My skupiamy się głównie na sambie opartej na stylu z Rio de Janeiro i kiedy ludzie przychodzą na lekcje lub koncerty rozumieją, że jest to coś całkowicie innego niż myśleli, a najzabawniejsze jest to, że im bardziej zagłębią się w ten świat, stają się tym bardziej zaskoczeni i zdumieni. Niektórzy z nich już tańczą sambę od wielu lat lub też nawet już ją grali, a najczęstszym powodem, dla którego ludzie zapisują się na lekcje jest to, że widzą wielką grupę miłych ludzi, grających ładną muzykę, z której czerpią radość. Nie można tak po prostu powiedzieć nie. To wspaniałe być tego częścią.

6. Jak Polacy odbierają muzykę, która pochodzi z tak odległego kraju jak Brazylia? Czy mimo odległości przestrzennej i kulturowej potrafimy wczuć się w rytm i zrozumieć Waszą muzykę?

LV: Wielu sporo czasu zajmuje zrozumienie, a większość Europejczyków zwykła systematyzować wszystko, zamiast po prostu czuć i barwić się. To wielkie zadanie przełożyć na papier tę matematykę nut i nauczyć osobę, która nie jest muzykiem, a musi uczyć się w ten sposób. Nieustającym pytaniem jest: gdzie jest raz? Wszyscy muszą liczyć od 1 do 4, żeby wiedzieć, w jakim momencie rytmu się znajdują. Niektórych aspektów samby nie można liczyć, jeśli tak robisz staje się to bardzo trudne. Dodatkowo zawsze trzeba być zadowolonym z tego co się gra, nie można myśleć, że jest się beznadziejnym i nie ma się żadnego talentu do muzyki. Ta muzyka pochodzi o prostych ludzi, każdy może się jej nauczyć, ma ona na celu załatać tę szarą dziurę w naszym życiu. Wiele piosenek o tym mówi, samba pomaga nam w życiu, sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi i stajemy się lepszymi ludźmi, więc myślę, że jeśli Polacy (i każdy) przyjmuje tą wiadomość są w stanie czuć lepiej tę muzykę.

7. Czy istnieje jakiś rodzaj brazylijskiej muzyki, który jest według Pana zbyt mało znany w Polsce, a może i w Europie? Jeśli tak to jak się on nazywa i dlaczego uważa Pan, że powinien być bardziej spopularyzowany?

LV: Cała Europa jest przesiąknięta muzyką brazylijską, we wszystkich dużych miastach istnieją zespoły reprezentujące wiele brazylijskich stylów, nie przychodzi mi na myśl żaden, którego by brakowało. Istnieje wiele stylów, które w większej mierze oparte są na aspektach kulturowych jak i również religijnych, myślę, że nie pasują one tu. Nie słyszałem jednak, żeby w Europie istniał styl „Frevo”, nazwa ta pochodzi od brazylijskiego słowa „gorączka”. Problemem jednak związanym z Frevo i podobnymi stylami jak np. samba batucada jest fakt, że są one przyjemne jeśli gra się je na ulicy dla osób dookoła. Mamy na to dni, wakacje, np. karnawał. Gra na ulicy jest to tolerowana, a nawet wymagana przez ludzi. Myślę, że tutaj prędzej ktoś wezwałby policję, żeby uciszyć ten hałas (chociaż w Brazylii są też miasta, gdzie tak się dzieje). Kultura oraz zwyczaje mają ogromny wpływ na to jaki styl jest popularny, tak po prostu jest. Ale mówiąc o Polsce, moim zdaniem znajduje się dopiero w fazie początkowej poznawania brazylijskiej muzyki, nawet samba nie jest jeszcze popularna. Na przykład powoli wprowadzamy pagode, które jest wariacją samby i która jest akceptowana. Jeśli miałby wskazać czego naprawdę brakuje to powiedziałbym “Forró”, które jest naprawdę fajne jeśli wiesz jak je tańczyć.

8. Co będzie Pan robił podczas Letniego Kursu Gitary Krzyżowa 2014?

LV: Początkowo pomyślałem, żeby wyjść na scenę z repertuarem Choro, ale zobaczymy jak Kursanci to przyjmą. Styl ten wymaga trochę czasu, aby się go nauczyć, ładne melodie nie są łatwe. Będziemy pracować na bazie samby, choro i bossa novy. Niewiele się wie na temat tego jak wykonywać te style i jak aranżować piosenki. Słyszę to w „polskiej bossa novej”: „W moim magicznym domu” i sambie „Przed rozstaniem”. Podstawowe informacje na temat jak powinny brzmieć te style mogą wprowadzić do nich ogromne różnice. Ale przede wszystkim pokażę jak to jest być częścią „roda de samba” (samba jam session), gdzie każdy śpiewa i po prostu bawi się. Najważniejszą częścią moich warsztatów jest radość z grania, w szczególności w grupie/zespole. Mikołaj zagwarantuje nam wsparcie samby perkusji i zobaczymy jak długo możemy mieć jam session. Będziemy tam cały dzień, a w nocy będzie impreza. Jeśli chcecie mnie spotkać po prostu przyjdźcie z jakimś instrumentem, a ja będę grał gdzie tylko będę mógł i mam nadzieję, że przyjdą też inni i dołączą do mnie i Mikołaja.


zdjęcie z występu z Magdą Navarrete

English



kategoria: Wywiady




© CameralMusic 2011 by programista | design: studiobaklazan.pl