1. Start
  2. Artykuły
  3. Felietony o muzyce klasycznej
  4. Muzyka czyli jeszcze jeden język obcy?
ARTYKUŁ: Felietony o muzyce klasycznej - Muzyka czyli jeszcze jeden język obcy?

Muzyka czyli jeszcze jeden język obcy?

szukaj w artykułach:
Muzyka czyli jeszcze jeden język obcy?

W dzisiejszych czasach znajomość języków obcych stała się konieczna. Któż z nas może wyobrazić sobie funkcjonowanie na rynku pracy bez języka angielskiego, który jest dosłownie wszędzie. Chcąc poszerzać nasze umiejętności i kwalifikacje musimy znać ten język, choćby na poziomie komunikatywnym. Wychodzi na to, że współczesny człowiek oprócz swojego języka ojczystego powinien, a nawet nie bałabym się stwierdzić, że musi znać inny język (najlepiej angielski) jeśli zależy mu na rozwoju swoich zdolności. Aczkolwiek drugi język czy też jeden język obcy, którym potrafimy się posługiwać staje się już niewystarczający i zaczynamy uczyć się większej ilości języków. Na rozmowach kwalifikacyjnych pytają nas jakimi językami się posługujemy, a na odpowiedź angielskim podkreślają jeszcze raz swoje pytanie z akcentem na jakimi. Oczywiście konieczność nauki języków obcych to konsekwencja otwierania się świata oraz współpracy międzynarodowej. Dzięki osiągnięciom jednych możemy dojść do czegoś nowego i nauczyć tych trzecich tego czego jeszcze nie wiedzą. To wszystko jest możliwe dzięki komunikacji, której podstawą są języki. Czytając niedawno książkę pt. „Dzieje kultury latynoamerykańskiej” pod redakcją Marcina F. Gawryckiego zwróciłam uwagę na podrozdział Tomasza Szyszki „Muzyka jako środek ewangelizacji”, którego treść dała mi dużo do myślenia. Jak wiemy po odkryciu Ameryki przez Krzysztofa Kolumba rozpoczęła się przymusowa ewangelizacja ludów zamieszkujących Nowy Świat. Wysyłano więc misjonarzy, których zadaniem było szerzyć wiarę chrześcijańską. Zadanie to nie wydaje się łatwe, gdyż przede wszystkim, żeby osiągnąć zamierzony cel księża musieli w jakiś sposób porozumieć się z Indianami oraz przekazać im naukę Kościoła, tak różną od wierzeń i tradycji tubylców. Tacy misjonarze musieli poświęcić wiele czasu by nauczyć się poszczególnych języków, tradycji oraz zrozumieć sposób postrzegania rzeczywistości przez tamtejszych mieszkańców, który w ogromnym stopniu różnił się od europejskiego. Po kilku latach spędzonych wśród Indian wysłannicy Kościoła mogli próbować tłumaczyć Słowo Boże, lecz jak wiemy z racji znacznych różnic pomiędzy językami było to nie lada wyzwaniem. A więc jeśli nie mową to jak przekazać autochtonicznym ludom Ameryki naukę Kościoła i, co wydaje się najważniejsze, jak zachęcić Indian do przyjęcia chrześcijaństwa? XVII wieczni jezuici działający na terenie współczesnej Boliwii znaleźli na to odpowiedź w postaci sztuki, w szczególności muzyki. Szybko zdano sobie sprawę ze znaczenia muzyki w społecznościach indiańskich i postanowiono ten fakt wykorzystać. Ochrzczeni już tubylcy uczeni byli śpiewu oraz gry na instrumentach europejskich (ale również grali na swoich), aby poprzez muzykę przybliżać innym plemionom nową religię. Sposób ten stał się niesamowicie skuteczny, Indianie z zaciekawieniem podchodzili do owych muzyków i z chęcią uczestniczyli we mszach i liturgiach przechodząc w końcu na chrześcijaństwo. Jezuici do swoich celów wykorzystywali zarówno muzykę Indian jak i europejskich kompozytorów, takich jak: Doménico Zipoli, Martin Schmid, Juan Massner czy Julian Knogler.
Jak widać jezuici byli w stanie przekazać naukę Kościoła za pomocą autochtonicznych języków. Niemniej jednak kluczowe w tym przypadku było wykorzystanie muzyki, gdyż gwarantowała ona większą skuteczność, a co za tym idzie, pokojową ewangelizację. Muzyka stała się naturalną formą komunikacji, nie była ona przecież na siłę narzucona (tak jak język). Okazało się, że na poziomie muzycznym ówcześni Europejczycy i Amerykanie byli w stanie się porozumieć i co trudne do uwierzenia, ale i piękne, zrozumieć, ponieważ dwa światy, z których pochodzili dzieliła wielka przepaść.
Zastanawiałam się czy we współczesnym świecie coś się zmieniło. Czy nadal poprzez muzykę jesteśmy w stanie się komunikować? Czy muzyka może być nazwana językiem uniwersalnym? Myślę, że tak. Myślę, że to jest właśnie ten pierwszy język, który poznajemy i który rozumiemy, nieważne skąd pochodzimy i kim jesteśmy. A zatem nie nazwałabym jej jeszcze jednym językiem obcym, lecz językiem właściwym czyli tym, który nas wszystkich łączy.
To by było na tyle moich rozważań, a teraz coś dla ucha, czyli muzyka baroku misyjnego.

Opera San Ignacio de Loyala (nagranie pochodzi z albumu THE JESUIT OPERAS, Operas by Kapsberger & Zipoli)


Dwie kopie tej opery zostały odkryte pod koniec ostatniego stulecia w mieście Santa Ana (Chiquitos, Boliwia) oraz w prowincji Moxos (również w Boliwii). Jej autorstwo przypisuje się Doménico Zipoliemu oraz Martinowi Schmidowi jak i Indianom Chiquitos. Utwór ten jest jednym z trzech dzieł dramatycznych, które zachowały się z dawnych misji jezuickich w Ameryce.

Pastorałka „Ychepé Flauta” przypisywana Martinowi Schmidowi pochodząca z archiwów Chiquitos w Boliwii. Wykonanie pochodzące z albumu Mission San Francisco Xavier, Opera i Msza Indian.


Sonata Chiquitana anonimowego autora w wykonaniu Florilegium.









© CameralMusic 2011 by programista | design: studiobaklazan.pl