1. Start
  2. Artykuły
  3. Wywiady
  4. Grochowina między muzycznymi światami - wywiad
ARTYKUŁ: Wywiady - Grochowina między muzycznymi światami - wywiad

Grochowina między muzycznymi światami - wywiad

szukaj w artykułach:
Pianista Marcin Grochowina opowiada o swoich, nie tylko muzycznych, podróżach, improwizowaniu i magii ożywiania, za sprawą muzyki, obiektów takich jak kościoły, katedry czy zamki.-Każde miejsce kryje w sobie coś niepowtarzalnego. Gdy dodatkowo jest ono związane z muzyką, a przebywający w nim ludzie chcą się nią dzielić i jej słuchać, to robi się cudownie – mówi polski muzyk, który na co dzień mieszka w Szwajcarii, wkótce da koncert w Hotelu Zamek Lubliniec, a pierwsze szlify zbierał w Liceum Muzycznym w Katowicach.

Prowadził pan pianistyczne kursy w Chinach. Jak wspomina pan pobyt w tym innym świecie?


Marcin Grochowina:
Będąc wykładowcą Wyższej Szkoli Muzycznej we Fryburgu, stykałem się z wieloma studentami o azjatyckich korzeniach i stąd moje liczne kontakty w tamtym rejonie. W grudniu wyruszę na tournée po Shenyang. Mój pobyt tam był niezwykle ciekawy, ponieważ spotkałem się z zupełnie nową kulturą i natrafiłem na inspirujących studentów, chcących poszerzać swoje horyzonty. Prowadziłem zajęcia z zakresu interpretacji europejskiej muzyki.

Skąd u pana zamiłowanie do improwizacji?


To podstawa mojej egzystencji i moje życiowe credo. Improwizujemy od początku naszego życia. Są nią każdy ruch, przyswajanie wszystkich informacji i każda rozmowa . Co prawda rozmawiam z panem w tym samym języku, ale używamy nowych zwrotów. Nudno byłoby, gdybym czytał coś z kartki albo gdybyśmy mówili wierszem. Muzyka nie powstaje z notatek, tylko właśnie z improwizacji. Jest dla mnie jak najbardziej naturalną formą muzycznej wypowiedzi.

Czy dlatego utwory klasyczne spotykają się u pana z jazzem i folkiem?

Skrzyżowania muzyczne, czyli crossover, to faktycznie rezultat moich różnych spotkań, zagranicznych podróży i zainteresowania innymi kulturami. Nie mówię o czymś zaplanowanym. To raczej ciąg różnorodnych skojarzeń. Elementy, które pojawiają się w mojej muzyce, wspomagają się nawzajem. Z wykształcenia jestem klasycznym pianistą, ale równolegle studiowałem jazz, improwizacje i wiele innych kierunków. Te wpływy odbijają się na mojej grze. Nie wartościuję jednak żadnego z gatunków. Uważam, że w ten sposób następuje wymiana między różnymi światami.

Jaka była pana najbardziej szalona improwizacja?

Pozwolę sobie powrócić do mojej chińskiej podróży. Miałem tam solowy koncert, w czasie którego grałem sonaty Beethovena i dzieła Chopina. Część występu pozwoliłem sobie przeznaczyć na improwizowanie. W Chinach ten rodzaj twórczego działania nie jest jeszcze za bardzo znany. Z mojej strony był to więc w pewnym sensie eksperyment, który został bardzo dobrze odebrany. Stworzyłem utwór pod tytułem „Chińskie inspiracje”. To miało być małe przesłanie dotyczące drogi ku wolności.

Współpracował pan z wieloma wybitnymi muzykami, chociażby z Nigelem Keenedym czy Ewą Bem. Jak wspomina pan te spotkania?

Każde spotkanie z kolegami, którzy zajmują się sztuką, jest źródłem inspiracji, wzbogacaniem mojego istnienia i bodźcem do dalszych działań. Nie tylko z tymi sławnymi. W wspólnym tworzeniu i wymianie myśli kryje się niesamowita magia. Często rodzą się z tego zupełnie nowe pomysły, projekty, a nawet formacje. Niedawno, za sprawą wspólnych koncertów w Wiedniu i Weimarze, nawiązałem współpracę ze wspaniałym puzonistą z Filharmonii Berlińskiej.

Chciałbym teraz powrócić do początków pańskiej edukacji w Liceum Muzycznym w Katowicach…

…to wyjątkowa szkoła, bo skupia szczególnie uzdolnioną młodzież. Fantastyczną sprawą jest, gdy młodzi ludzie z różnych regionów Polski codziennie ze sobą przebywają. W tym czasie tworzą się niesamowite pomysły, którym towarzyszy bardzo uduchowiona atmosfera. To wyjątkowe miejsce, mające szczególne miejsce w moim życiu. Wciąż mam kontakt ze swoimi znajomymi z tej szkoły, którzy są rozsiani po całym świecie.

Skoro mówimy o wyjątkowości, co sądzi pan o koncertach w nastrojowych miejscach takich jak kościoły, katedry czy zamki?

Każde miejsce kryje w sobie coś niepowtarzalnego. Gdy dodatkowo jest ono związane z muzyką, a przebywający w nim ludzie chcą się nią dzielić i jej słuchać, to robi się cudownie. Tak samo 24 listopada będzie w Hotelu Zamek Lubliniec. Miałem przyjemność już raz tam koncertować, grając muzykę klasyczną i jazz. Teraz skupię się na jazzie, a towarzyszyć będą mi wspaniali koledzy. Kryje się w tym magia muzycznego ożywiania obiektu i cieszę się, że dołożę do tego procesu swoje trzy grosze.


kategoria: Wywiady




© CameralMusic 2011 by programista | design: studiobaklazan.pl